Rozterki rekrutera vol 4

Ponad kwartał temu pisałam o odpowiednim zachowaniu na rozmowie kwalifikacyjnej. Opisałam wtedy sumę wszystkich moich rozterek, mniej lub bardziej irytujących w postawie kandydata. Jednak minęło trochę czasu i myśląc o tym mam wrażenie, że im więcej ludzi przewija się przez Nasze biuro tym więcej ponadprzeciętnych historii wysłuchamy. Jednak nie tylko o kandydatach mowa  – Nasi pracownicy zdecydowanie zasługują na pierwsze miejsce w rozgrywkach o puchar rozszarpanych nerwów.

Podchodząc humorystycznie do całego tematu postanowiłam podzielić wszystkich naszych interesantów na kilka grup. O to i one:

  1. Kandydat „co to nie ja”:

Tę grupę kandydatów cechuje ewidentne badziewne podejście do Ciebie i świata. Przychodzi taki do Naszego biura spytać o ofertę pracy. Wszystko wydaje mu się bezsensowne i ogólnie mówiąc nie dla niego. Bo przecież on, król wszechrzeczy, ma lepsze rzeczy do roboty niż praca. Zapytacie to po co przychodzi? A no nie wiem dlaczego, trzeba pytać jego.

  1. Kandydat „internetowy bos”:

No tutaj zdecydowanie mój numer jeden. Internetowi bosi cechują się nadmierną ilością czasu spędzanego w wirtualnej rzeczywistości. Komentując wszystko co tylko się da. Niekoniecznie zastanawiając się głębiej nad tym co piszą. Takie osobniki wykazują się górnolotnym słownictwem i z reguły mają wiele do powiedzenia w danym temacie, np.: „za te pieniądze to sama se rób”

  1. Pracownik spadochroniarz:

Nazwa wymowna, ale tak, istnieją tacy. W jednym miejscy pracy utrzymuje się maksymalnie miesiąc, potem każe sobie szukać innej roboty.

  1. Pracownik ninja:

Ta grupa jest dość interesująca. Na początku przechodzi pozytywnie rekrutację. Robi badania lekarskie. Przechodzi proces zatrudnienia. Przychodzi pierwszy dzień do pracy, nawet pracuje przez kilka dni. A potem znika w niewyjaśnionych okolicznościach jak kamfora. Zabawne, że razem z nim zanika sygnał jego telefonu komórkowego.

  1. Interesant „a dlaczego?”

Jedna z moich ulubionych grup pracowników i kandydatów. Grupa wymagająca najwięcej troski i opieki. Każdy dokument, każde zdanie, każde słowo, każda zasada czy norma poddawana jest wielowątkowym wątpliwościom. Niekiedy całkiem zabawnych. Np. chcemy wydać pracownikowi odzież roboczą, pytamy „jaki ma Pan rozmiar buta?” słyszymy odpowiedź „ale po co?”. Oczywiście tyczy się to również każdego zapisu w umowie, każdej linijki oferty i każdego jednego dokumentu. Tutaj można wyróżnić podgrupę, która mało, że zadaje mnóstwo pytań to jeszcze wie lepiej od Nas co powinnyśmy robić.

 

Tutaj mogę śmiało powiedzieć, że jako obserwator wszystkich tych grup jestem niekiedy pod wielkim wrażeniem ich inwencji twórczej. Szkoda tylko, że nie przekłada się ona na pracę….

 

Z przymrużeniem oka…

~ Paulina Grajoszek

Dodaj komentarz

avatar
wpDiscuz